Wolność słowa, wolność badań naukowych itepe… .

2912279923_1580dbf581_oMarek Safjan zamieścił w tygodniku “Newsweek” artykuł pt “Historia i paragrafy“, wyrażając zadowolenie z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzającego niekonstytucyjność zakazu pomawiania narodu o odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne i nazistowskie.

Mało kto ośmiela się podważać “święte i utrwalone” prawdy o wielkości Konstytucji 3 maja czy pisać o okrucieństwie polskich magnatów i szlachty wobec ludności żyjącej na kresach Rzeczypospolitej.

Jeszcze trudniejsza, a do niedawna nawet psychologicznie niemożliwa, jest dyskusja na temat wstydliwych i dramatycznych faktów z najnowszej historii, która rozpoczęła się 1 września 1939 r. Myślenie sienkiewiczowskie determinuje w dalszym ciągu nasz ogląd świata: poddane represji nazistowskiej i komunistycznej społeczeństwo polskie nie mogło ulegać żadnym demonom, musiało być nieskazitelne w swych cnotach.

Zapewne takie właśnie myślenie determinowało w 2006 r. twórców prawa zakazującego “publicznego pomawiania narodu polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie”. Przepis ten w istocie na nowo wytyczał w polskim prawie granice wolności wypowiedzi. Bezpośrednią inspiracją dla uchwalenia go były zapewne publikacje książek Jana Tomasza Grossa o udziale Polaków w zbrodniach popełnionych na Żydach w czasie II wojny światowej (“Sąsiedzi“) i zaraz po jej zakończeniu (“Strach”).

I dobrze, ma Profesor rację i w erudycyjnym skrócie naszkicował tło historyczne i psycho-społeczne powstania regulacji, która prędzej czy później (raczej prędzej) musiała wejść w kolizję z konstytucyjnymi przepisami, dotyczącymi wolności słowa i głoszenia w sposóbWO 858 nieskrępowany własnych opinii. I w tym rozsądnym kontekście Autor uważa za stosowne podeprzeć swój wywód stwierdzeniem – powiedzmy – empirycznym, odwołującym się do naszego doświadczenia jako świadków gorących bojów zwolenników i przeciwników dwóch publikacji. I wychodzi to tak:

Tak się też złożyło, że ci sami historycy, którzy pozytywnie oceniali książkę Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza o Lechu Wałęsie z powodu “niekwestionowanych” faktów, w odniesieniu do książek Grossa niechętnie się na nie powoływali, zarzucając autorowi subiektywizm, nadmierne uogólnienie i nieuwzględnianie kontekstu. U Gontarczyka i Cenckiewicza jednostronność i selektywność prezentacji jakoś im nie przeszkadzała.

To dość ryzykowny akapit. Opinia ta wymaga przede wszystkim uprawdopodobnienia wspomnianej jednostronności i selektywności prezentacji faktów i argumentów przytoczonych przez Cenckiewicza i Gontarczyka oraz właściwego doboru tychże przez Grossa. Jeśli tego uprawdopodobnienia brak, to i opinia Autora jest bezpodstawna. Opinia ta jest zabiegiem zestawienia sprzeczności, którym brak uzasadnienia merytorycznego, a nawet powołania się na uzasadnienia innych autorów.
A co, jeśli akurat obie pozycje zawierają właściwie selekcjonowane fakty i wzorowo dobrane argumenty, albo wręcz przeciwnie obu tym książkom brak tych cech?
Wydaje się, że zestawienie nieuzasadnionych sprzeczności, mających wesprzeć konstrukcyjnie opinię nie jest najlepszą metodą wykładania racji. Rozumiem jednak, że Profesor zamierzał w ten sposób wzmocnić swoją konkluzję, zawartą w którymś z kolejnych akapitów”

Ustawodawca nie powinien nigdy zastępować badaczy naukowych, a normatywne dekretowanie prawdy zawsze będzie się kojarzyło z totalitarną opresją.
Zakaz szkalowania narodu był nie tylko przejawem takich ciągot, wciąż – jak widać – obecnych w myśleniu niemałej części elit politycznych, w tym także ludzi, którzy niegdyś walczyli z cenzurą o wolność słowa. Bez odpowiedzi pozostawało też pytanie, co znaczy “szkalowanie narodu”. Czy pomówienie konkretnych Polaków o udział w zbrodni przeciwko Żydom lub uczestnictwo w opresji stalinowskiej wypełnia już znamiona takiego przestępstwa?

I wszystko w porządku, jak to się mówi, słuszna racja. I wiadomo o co chodzi. Ale czy trzeba dla uzasadnienia tej racji przywoływać opinie, w gruncie rzeczy politycznych adwersarzy, a nie samych uczonych, którzy zupełnie inaczej wypowiadali się w środkach masowego przekazu. (Chyba jednak rozsądniej). Oj, chyba się czepiam, ale tak mam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *