Sieć śmierci – agenci przeciwko księdzu Popiełuszce

Current Affairs, Prawo, PublicystykaMarch 25, 2009 • 4~6 min read • 0

agenciDzisiaj wielkie uderzenie na łamach “Rzeczpospolitej” i “Dziennika“, tytułów, opierających się zgubnej manii antylustracyjnej. Artykuły w tych gazetach pokazują mechanizm zaciskającej się sieci wokół ofiary czyli księdza Jerzewgo Popiełuszki. Doniesienia prasowe o nowej pracy autorów z Instytutu Pamięci Narodowej – “”Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982 – 1984” – są tyleż wstrząsające, co przygnębiające.

I tak czytamy w “Dzienniku”:

“Powiedział (ks. Jerzy), że dwa tygodnie temu przeprowadził się z parteru na I piętro, ponieważ przypuszczał, że jest tam zainstalowany podsłuch. Spłatał tym figla dla SB. Obecnie z góry ma dobry widok. Wie, że jest pod stałą obserwacją. Że go pilnują” – to fragment pierwszego donosu na ks. Jerzego z lutego 1982 r. Jego autorem jest najaktywniejszy agent inwigilujący kapłana Tadeusz Stachnik, TW o pseudonimie m.in. Miecz, Tarcza – wynika z analizy zawartych w książce 130 dokumentów wytworzonych przez Służby Bezpieczeństwa i Urząd ds. Wyznań.(…)

(…) Wśród agentów donoszących na ks. Jerzego większość stanowili inni duchowni. Do najaktywniejszych należał ks. Michał Czajkowski, TW ps. Jankowski, zarejestrowany jako tajny współpracownik od 1956 r. do 1984 r. Gdy SB zaczęło rozpracowywać ks. Jerzego, TW Jankowski został specjalnie oddelegowany do inwigilacji kapłana. – “Zgodnie z zadaniem, odwiedziłem Popiełuszkę już dwukrotnie. Podczas tych wizyt uzyskałem szereg wynurzeń…” – donosił płk Adamowi Pietruszce, późniejszemu zabójcy ks. Popiełuszki.(…)

(…) SB do inwigilacji ks. Jerzego wykorzystywała też jego przyjaciół. W 1979 r. zarejestrowano jako TW pseudonim Kustosz ks. Andrzeja Przekazińskiego, dyrektora Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, pełniącego tę funkcję do dziś. (…)

(…) W tym samym czasie co ks. Popiełuszko w kościele św. Stanisława Kostki pracował jako wikary ks. Jerzy Czarnota. Według akt SB od 1964 r.do co najmniej 1988 r. był tajnym współpracownikiem o pseudonimach Roland i Poeta. Jednak akta jego sprawy zostały zniszczone w 1990 r. Jak ustaliliśmy, obecnie ks. Czarnota jest kapłanem diecezji łowickiej. Gdy sprawa jego współpracy z SB została w ubiegłym roku ujawniona przez media, został przez władze diecezji zwolniony z kierowania jednym z wydziałów kurii, stracił też funkcję proboszcza dużej parafii w Żyrardowie i został przeniesiony do parafii wiejskiej.

Właściwie trudno komentować taki potężny ładunek informacji. Wiemy już bowiem, że w Kościele i Solidarności byli agenci, a nazwiska wielu już znamy i jeszcze poznamy nowe.  No więc, co? Znane, coraz bardziej znane, ale i coraz bardziej przerażające.

Przestaje nas dziwić, że lobby antylustracyjne jest tak potężne, że używa wszelkich możliwych środków (włącznie z tymi przećwiczonymi w czasach agenturalnych), aby uniemożliwić dotarcie do prawdy historycznej, choćby takiej, że jednak może ks. Czajkowski (dostaję gęsiej skórki – tzw. Hexenschuss – kiedy piszę skrót “ks” przed jego nazwiskiem) przypadkowo nie był autorytetem.

Dzięki benedyktyńskiej pracy historyków IPN, pomiatanych niemiłosiernie przez świadomych anty-lustratorów oraz przez zwyczajnych inteligenckich głupców, zwanych “pożytecznymi idiotami”, dowiadujemy się coraz więcej o epoce, zwanej transformacją ustrojową. I ta wiedza, jak każda rzetelna wiedza przywróci racjonalne proporcje zjawisk i wydarzeń, zachodzących w najnowszych dziejach Polski. Chwała Bogu.



Reblog this post [with Zemanta]

Ważny tydzień na moim Twitter. Data 2009-02-22

Blogi, Current AffairsFebruary 22, 2009 • 6~10 min read • 0

twitter11W mijającym tygodniu przeprowadziłem – moim zdaniem – bardzo istotną akcję na Twiterze i to w obu głównych językach czyli po polsku i angielsku. Wkurza mnie mianowicie bierność klientów serwisów hostingowych (zwłaszcza polskich), którzy siekani przez kryzys muszą nadal płacić roczne stawki za owe usługi. Potrzebne jest lobby, aby usługodawcy włączyli się w proces ułatwiania swoim klientom opłat (upowszechniając raty miesięczne), bo w przeciwnym razie stracą klientów.

Stąd moja akcja – wytłuściłem wpisy z nią związane:

  • Life Show http://ff.im/-16FqK #
  • I purchaise several services every month. I have to make a conversion (reconstruction) of my services because of that bloody crises. #
  • I think, providers should help to change my plans. If they won’t give me a hand, they’ll be the loosers, not me. I’ll resign. #
  • My dear providers and service owners. Make monthly fees as a rule of purchaising. Every individual user can pay 5 USD per month. #
  • Most of individual users can’t pay 30-50 USD of their yearly purchaise. We all are in crisis. Currency is not stabile. Monthly fees wanted.! #
  • Ask your providers to help you in crisis convertion of your services. Make them to change of yearly payment into monthly fees. #
  • Tell your providers, they’ll lose their customers if they won’t help us in crisis. One of the solution could be monthly fees. #
  • Make your providers to be interested in your financial problems. Al those problems are their problems as well. #
  • Usługodawcy muszą interesować się naszymi problemami finansowymi podczs kryzysu, jeśli nie chcą stracić klientów. Trzeba im to uświadomić. #
  • Usługodawcy muszą współpracować z nami w rozwiązywaniu problemów płatniczych, o ile nie chcą nas stracić. Trzeba im to uświadomić. #
  • Tell your providers, they’ll lose their customers if they won’t help us in crisis. One of the solution could be… http://ff.im/-17fSo #
  • I purchaise several services every month. I have to make a conversion (reconstruction) of my services because of… http://ff.im/-17fSw #
  • Stwórzmy lobby, które spowoduje, że usługodawcy przejdą na rozliczenia miesięczne. Niech pomogą klientom w dobie kryzysu, bo ich stracą. #
  • Niech usługodawcy zaangażują się w reorganizowanie planów usług swoich klientów. Miesięczne wpłaty – regułą. #
  • Stop one purchaise per year. Monthly fees as a rule. #
  • Usługodawcy muszą współdziałać z klientami w rekonstruowaniu ich planów usług. Jest kryzys. To będzie korzystne dla obu stron. #
  • Niech usługodawcy zaangażują się w reorganizowanie planów usług swoich klientów. Miesięczne wpłaty – regułą. http://ff.im/-17no0 #
  • Stwórzmy lobby, które spowoduje, że usługodawcy przejdą na rozliczenia miesięczne. Niech pomogą klientom w dobie… http://ff.im/-17no1 #
  • Stop one purchaise per year. Monthly fees as a rule. http://ff.im/-17no2 #
  • watching my personalized channel on ffwd: http://www.ffwd.com/users/momorgan #
  • watching my personalized channel on ffwd. http://www.ffwd.com/users/momorgan http://ff.im/-17UTu #
  • watching my personalized channel on ffwd: http://www.ffwd.com/users/momorgan http://ff.im/-17Wi5 #
  • Wizja śmierci – Road Death Meets A Human Being. http://ff.im/-18q3f #
  • Atmosfera portretu http://ff.im/-18rDk #
  • Free image hosting, picture hosting, photo share at Pict.com http://ff.im/-196V2 #
  • Free image hosting, picture hosting, photo share at Pict.com http://ff.im/-1976A #
  • WriteOnIt – Fake pictures http://ff.im/-197qJ #
  • WriteOnIt – Fake pictures http://ff.im/-199q6 #
  • Adography http://ff.im/-19bW4 #
  • http://twitpic.com/1lb0e – Sitting in Warsaw Park. #
  • Digsby = IM + Email + Social Networks http://ff.im/-19cbA #
  • http://twitpic.com/1lb0e – Sitting in Warsaw Park. http://ff.im/-19d8K #
  • Digsby = IM + Email + Social Networks http://ff.im/-19gBC #
  • Wizja śmierci – Road Death Meets A Human Being. http://ff.im/-19HSH #

Powered by Twitter Tools.

Biznes głupcze, a nie wolność sumienia i poglądów.

UncategorizedFebruary 15, 2009 • 3~4 min read • 0

Ewa Siedlecka z “Gazety Wyborczej” wpadła w rozpacz, a może nawet w złość. I ja się jej nie dziwię.  “Kampania przeciwko Homofobii” została przecież potraktowana wyjątkowo okrutnie przez jakiegoś, pożal się Boże, właściciela zakładu poligraficznego, który w swoim nieposkromionym oszołomstwie odmówił wydrukowania plakatu tej szlachetnej organizacji. Otóż ten jakoby człowiek miał czelność oświadczyć niedoszłym zleceniodawcom, że:

Szanuję Państwa przekonania, ale mam na temat rzekomej »homofobii « inne zdanie i nie chcę realizować tego typu zleceń.

Ewa Siedlecka w artykule “Do równości jak do jeża” martwi się tak oto:

Kampania znalazła innego wykonawcę. Z plakatem nie ma problemu. Problem z prawem antydyskryminacyjnym jest. Od 2000r. nie przystąpiliśmy do protokołu dodatkowego Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje dyskryminacji przez władze publiczne w jakiejkolwiek dziedzinie.(…) Natomiast prawo unijne zakazuje dyskryminacji nie tylko przez państwo, ale też przez podmioty prywatne.
Takie jak zakład poligraficzny.

Tak, ty wrocławski dzikusie poligraficzny, poglądy i sumienie możesz sobie mieć, ale nie po to, aby nurzać w błocie poniżenia “Kompanię przeciw Homofobii”. Zachowaj sobie twoje kaprawe sumienie na niedrukowanie plakatów np. dolnośląskiej organizacji pisiorów i innych klerykałów, a nie poddawaj nieludzkim represjom tych, którzy zasługują wyłącznie na pełną akceptację i wobec których twoja wątpliwa godność, napędzana fanatyzmem przekonań jawi się, co najwyżej, godnością meduzy czy nawet gnoma. O!!! A tymczasem czytaj ćwoku, co pani Siedlecka napisała:

Komisja Europejska jest innego zdania. Od 2006 do 2008r. przedstawiła Polsce zarzuty niewykonania czterech dyrektyw. Projekt topnieje w oczach. Właśnie pojawiła się jego trzecia (za tego rządu) wersja.
Czemu tak się dzieje, skoro inne kraje dawnego bloku socjalistycznego – jak Bułgaria, Chorwacja, Litwa, Rumunia czy Węgry -wdrożyły unijne dyrektywy? Zdaniem Karoliny Kędziory z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego kwestią delikatną jest zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. W niektórych wersjach ustawy był, w innych – znikał. Zwłaszcza gdy mowa była o dostępie do usług, oświaty czy opieki zdrowotnej.

Widzisz, palancie, ile zachodu na całym Zachodzie? I dalej:

To nie jest jedyne zastrzeżenie do projektu ustawy. Nie ma w nim np. zakazu dyskryminacji w reklamie (Unia pracuje nad odpowiednią dyrektywą). We wtorek organizacje pozarządowe zajmujące się przeciwdziałaniem dyskryminacji, w tym kobiece, wysłały skargę do Komisji Europejskiej na niewykonywanie unijnych dyrektyw antydyskryminacyjnych i brak niezależnego urzędu antydyskryminacyjnego. Może się to zakończyć wymierzeniem Polsce wysokich kar pieniężnych.

“Kampanie” kablują do Brukseli, krajowi grożą kary pieniężne, niedługo w reklamach też będzie obowiązkowo kółko, trójkącik i coś trzeciego – powiedzmy – tęczowego, a taka dolnośląska lebiega utrudnia. I to tylko dlatego utrudnia, że ma poglądy i sumienie.  A popatrz, kolego na obrazek, oni chcą tylko zmieniać świat:

kph1



Żakowski cygani Palikotem

Current Affairs, Gadające głowy, PublicystykaFebruary 14, 2009 • 3~4 min read • 0

zakowski11_1preview1Bardzo mnie przygnębia fakt, że człowiek piszący, który zazwyczaj nie panuje intelektualnie nad poruszanymi tematami, cieszy się pozycją ważnego publicysty. Jacek Żakowski miele, co świat daje, miele na pył sypki i bezbarwny.

Jeśli rzuca się na ambitny temat – na przykład – światowego ładu medialnego, to wychodzi mu rozjęczany tekst o chorobliwym uzależnieniu niegramotnej ludzkości od mediów. Chwała Bogu, że tacy dziennikarze nie funkcjonowali w czasach, gdy wynalazek koła zaczął się znacząco rozpowszechniać. Zaczęliby przeprowadzać analizy zjawiska i wyszłoby, że koło uzależnia paskudnie i właściwie jego permanentne używanie niezbyt różni się w swojej grozie od regularnego, codziennego spożywania pół litrowej flaszki wódki.

Taki tytan intelektu podyszy nad tekstem,  pochucha do mikrofonu, zaprezentuje się na LCD i będzie wkoło toczył wzrokiem człowieka sytego umysłowo. Jak już połypie oczami i odsapnie nieco, weźmie się do portretowania Palikota w kostiumie niewinnego Cygana, jak to uczynił zresztą w artykuliku pt “Palikot jako Cygan“, publikowanym w “Polityce”, tygodniku nader cierpliwie wspierającym mgliste, a częste wynurzenia Żakowskiego.

Tak, Żakowski ma odpowiedniego idola:

Janusz Palikot jest w polskiej polityce zjawiskiem bezcennym. Nie tylko dlatego, że jak się mówi w tramwaju: „on już kraść nie musi”. Także dlatego, że z tego „niemuszenia” robi dobry użytek. Na tle spętanych zależnościami i podległościami polityków jest jak nieobliczalny i nieuchwytny samotny sprawiedliwy z naiwnego westernu. Swoimi kanonadami przebija mury lęku i obojętności, gdy wszyscy milczą o gwałtach w komisariacie, gdy powstaje większość dążąca do upośledzenia w sferze publicznej mniejszościowych poglądów i postaw seksualnych, gdy nikt nie umie zapytać o przyczyny dziwnych zachowań głowy państwa, choć wszyscy plotkują o zdrowiu prezydenta. Można narzekać, że Palikot czasem strzelał za szybko, ale trudno powiedzieć, by choć raz strzelił w złą stronę.

Może jestem niesprawiedlwy, ale ilekroć usłyszę mówiącego Żakowskiego mam nieodparte wrażenie, że – po prostu – absolutnie nie orientuje się w materii, o której mówi, nawet w części nad nią nie panuje.

Tym razem też trudno by było powiedzieć, że mówiąc o politycznym sprostytuowaniu się posłanki Prawa i Sprawiedliwości Palikot strzelił w złą stronę lub że strzelał pochopnie.(…)
Stare przysłowie mówi, że „kowal zawinił, Cygana powiesili”. Palikot nie jest jednak zwyczajnym „Cyganem”. Jest Cyganem, który się odważył pokazać palcem jednego ze sprostytuowanych „kowali” niestety dzielących winę z wieloma „Cyganami”. Dlatego „Cyganie” tak chętnie przystali na żądanie „kowali” i powiesili swego. Żeby nikt im już w duszę nie zaglądał.

No, jakież to głębokie, psiakostka.
J.Ż. rozgryzł fenomen Palikota, swobodnie rzucił nam promień światła na tło społeczno-polityczne oraz etniczne owego zjawiska i zamarł w postawie mędrca. Ach, że mi się w ogóle zachciało to komentować.
Na domiar złego jest on dziekanem czy też jakimś kierownikiem wydziału dziennikarskiego, którejś z nieszczęsnych z tej przyczyny, uczelni. Biedni studenci – będą musieli się przyznawać do formacji umysłowej Żakowskieg i np. Najsztuba. Zgroza.

Specyficzna grupa inteligentów

Current Affairs, PublicystykaNovember 19, 2008 • 3~5 min read • 0

wyborczaPamiętam grupę młodych inteligentów, o których niektóre media piszą i mówią, że jej związek z PRL-em był złożony, i że jej przedstawiciele mieli nieco zdystansowany stosunek do Polski Ludowej, ale uważali ją za własne państwo. Czyli byli i na tak i jakby nieco na nie, trochę uczciwi, ale i trochę umoczeni.

Na SGPiS-ie w latach 1967-1970 widywałem tych w zachodnim stylu ubranych dziarskich ludzi, korzystających z niedostępnych bezpartyjnym stypendiów amerykańskich, rozdzielanych przez ówczesny MSZ i inne reżymowe instancje. Wszyscy oni byli co najmniej kandydatami na członków PZPR, należeli do Koła Młodych Pracowników Nauki i w ogóle robili sporo szumu na Auli Spadochronowej, przystając w drodze do “Jajka” (klubu profesorskiego) i pogadując z grupkami znajomych. Tryskali humorem i przeważnie byli w szampańskich nastrojach.

Po szczerych i nader ciekawych rozmowach z Jurkiem Kropiwnickim (dzisiejszym prezydentem Łodzi), który właśnie kończył studia i w jakiś dość przypadkowy sposób stał się moim (wówczas nieopierzonego 18-latka) cicerone w poznawaniu uczelni, jej organizacji społecznych i ludzi) zorientowałem się, że to po prostu paczka inteligentnych i sprytnych lawirantów, w sposób oportunistyczny wykorzystujących możliwości awansu i mrugających jednocześnie do publiki, że w gruncie rzeczy są niezwykle sympatycznymi i “swoimi” chłopakami. Tylko – rzecz jasna – wiedzą, gdzie jest ustrojowy pies pogrzebany i wykorzystują to skrupulatnie, ale przecież to zrozumiałe, przecież każdy chciałby mieć lepiej i tylko frustraci albo fanatycy po obu stronach barykady jak zwykle przeszkadzają ludziom rozsądnym w normalnym życiu.

I teraz przy okazji omawiania książki Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego “Dzienniki zabrane przez bezpiekę” (Gazeta Wyborcza) możemy przeczytać w tekście napisanym przez Adama Leszczyńskiego:

Emocjonalny związek Wróblewskiego z Polską Ludową jest złożony. Jako debiutujący dziennikarz pisze ze szczerym przekonaniem o zdobyczach socjalizmu, a po manifestacji pod ambasadą radziecką martwi się, że “kontrrewolucjoniści chcą dla siebie coś wygrać”. Z drugiej strony jednak oburzają go stalinowskie zbrodnie, a kiedy wyjeżdża pierwszy raz na Zachód (w 1958 r.), z zaskoczeniem odnotowuje, że w Belgii zwykłego, żyjącego skromnie tramwajarza stać na utrzymanie niepracującej żony i domek z ogródkiem – zupełnie inaczej niż w Polsce. Im późniejsze notatki, tym mniej złudzeń wobec systemu i tym więcej groteskowych anegdot o powszechnej głupocie i niekompetencji jego zarządców. Z trzeciej strony wreszcie – A.K.W. nie przekracza granicy, za którą zaczyna się jawna opozycja. W pamiętnikach cieszy się z dóbr, którymi młodego dziennikarza partyjnej (chociaż źle przez wielu “twardogłowych” działaczy widzianej) “Polityki” obdarzała gomułkowska władza, czyli własnego M [mieszkania] albo samochodu, który był wówczas dobrem bardzo luksusowym. Z czwartej jednak strony – to normalne, że się cieszył; każdy by się cieszył z własnego M. Pamiętniki Wróblewskiego dobrze pokazują skomplikowaną relację znacznej części inteligentów z PRL, którą uważali za państwo z różnych względów ułomne, ale bez wątpienia własne. Za państwo normalne i nienormalne zarazem.

A. K. Wróblewski pisze o ludziach mniej więcej o dekadę starszych od moich milusińskich inteligentów z SGPiS-u. Ale podejrzewam, że opisuje ten sam syndrom “niewinnego” beneficjenta reżymu, którym ekscytują się nasi dzisiejsi opiniotwórczy fatyganci, stawiający swoich faworytów jako wzór postawy demokratycznej i tolerancyjnej.

W tym wpisie nie chodzi mi zupełnie o samą książkę A. K. Wróblewskiego, a jedynie o zjawisko i uporczywą ciągłość syndromu, którego świadomość towarzyszy mi przez całe dorosłe życie.

Strefa wolnego słowa

Blogi, Current Affairs, Portale, PublicystykaNovember 17, 2008 • 4~7 min read • 0

Pod takim określeniem pojawia się coraz większa ilość witryn internetowych, prezentujących solidną, konserwatywno-demokratyczną publicystykę. Sam od jakiegoś czasu poznaję często arcyciekawe artykuły nieznanych mi dotąd autorów, których klasa w wielu przypadkach znacznie przewyższa poziom, reprezentowany przez etatowych prasowych i telewizyjnych dziennikarzy.

Zdarza się też, że inicjatywę upowszechniania odmiennego od medialnych stereotypów spojrzenia podejmują gazety papierowe. Tak np. uczyniła “Gazeta Polska“, proponując Czytelnikom zestaw tytułów w firmowanej przez siebie strefie:

Pod taką nazwą będą się ukazywać informacje o tworzonych przez nas mediach i programach, które pomagamy realizować.

    Dziś do strefy zaliczamy:

  • tygodnik – Gazeta Polska”; ukazuje się w każdą środę
  • miesięcznik – Niezależna Gazeta Polska”; ukazuje się w każdy pierwszy piątek miesiąca
  • portal – www.niezalezna.pl; najświeższe informacje z kraju i ze świata
  • program „Pod prasą” – TVP 1, w każdą sobotę o godz. 8.15
  • program „Rozmowy Jedynki” – I program Polskiego Radia, w każdy czwartek godz. 13.00

Dzisiaj naszym najważniejszym przedsięwzięciem jest budowa portalu Niezalezna.pl. Jest on finansowany przez spółkę, która wydaje miesięcznik. Kupując egzemplarz miesięcznika, wspieramy tworzenie naszego największego przedsięwzięcia, jakim jest dziennik internetowy. Dzięki akcji ustawiania stron wejściowych w komputerach na adres portalu oraz wielu innym działaniom z Państwa udziałem, w ciągu dwóch tygodni sześciokrotnie zwiększyliśmy liczbę osób korzystających z naszych informacji.

Wzrost strefy wolnego słowa będzie powodował, że pojawią się w niej wypowiedzi autorów, z którymi jedni będą się zgadzać, inni – ostro ich krytykować. Trudniej też ustrzec się błędów. Dziesiątki młodych ludzi, często jeszcze studentów, pracujących w naszej strefie to szansa na budowanie innej, lepszej Polski, ale pamiętajmy, że młodość ma swoje prawa, czasem bardzo nieznośnie egzekwowane. I jeśli kiedykolwiek czegoś chciałem nauczyć swoich młodszych kolegów, to tego, żeby w strefie wolnego słowa byli jeszcze bardziej nieznośni.    (TS)

Inicjatywy czysto internetowe kwitną w najlepsze, dodając barwy dyskusjom i wprowadzając w ruch szare komórki, a także usuwając złogi emocjonalne. Ukształtowała się wcale liczna grupa nietuzinkowych autorów, niezwykle błyskotliwie panujących nad całością materiału, stanowiącego podstawę ich wywodów.

Zacznijmy, na przykład, od Niepoprawnych.pl, witryny gromadzącej społeczność blogerów, która zgłasza swoje blogi wydawcom portalu, a po zaakceptowaniu nowe wpisy, umieszczaneartviperxphp1 na stronach autorów są automatycznie dodawane do Niepoprawnych. Niezależnie od tego mechanizmu, można tworzyć wpisy bezpośrednio na swoim koncie. Wszystko to wydaje się być zorganizowane nader sprawnie, a autorzy i komentatorzy w sposób zadowalający wywiązują się ze swoich zadań. A przede wszystkim jest co czytać.

Mówiąc o strefie wolnego słowa nie można w żadnym wypadku pominąć wielce zasłużonego w łamaniu rutyny umysłowej portalu Salon 24 (założonego przez Igora i Bognę Janke), skupiającego ludzi, prowadzących blogi polityczne (i nie tylko), niezwykle rozdyskutowanych, często niesionych na falach emocji w kierunkach niezbadanych, ale równie często bardzo merytorycznie sprawnych.

Na podobnej do Niepoprawnych.pl zasadzie działa starannie redagowana witryna BlogMedia 24, przetwarzająca zgłoszone blogi – stąd podtytuł “Wiadomości z dobrych stron” oraz artviperx2php1kolejna blogo-strona “Lista Obecności”. Ta ostatnia tworzona jest na platformie Bloggera, czemu się nieco dziwię, bowiem nie jest to w pełni zadowalające środowisko dla dużej strony, która powinna korzystać z rozbudowanego zestawu narzędzi blogerskich (jak choćby WordPress). No, ale naczytać możemy się na tej stronie do woli, a o to przecież nam chodzi.

Mnie osobiście najważniejszą korzyścią intelektualną z czytania wymienionych wyżej witryn wydaje się być uwolnienie od jałowego, propagandowego i aroganckiego jazgotu oferowanego przez TVN 24 i media merytorycznie pokrewne. Ta zmiana odświeża umysł odbiorcy.

Filozofia karania

Current Affairs, PrawoNovember 5, 2008 • 4~6 min read • 0

Anti-Death Penalty Groups Hold Demonstration Against ExecutionsJuż jako student prawa byłem za bardzo ostrożnym podejściem do zagadnienia winy i kary, ponieważ byłem przekonany o zdecydowanie demoralizującym wpływie pobytu w więzieniu na osadzonego. Starałem się też w rozmowach z sędziami (podczas studenckiej praktyki zawodowej) zwracać szczególną uwagę na psychologiczny aspekt popełnienia czynu przestępczego, co w rezultacie prowadziło mnie (jeszcze bardzo niedoświadczonego) do negowania przypisywania winy sprawcom w wielu przypadkach.

Miałem zdecydowanie krytyczny stosunek do amerykańskiego systemu prawno-karnego, wyrażającego się m.in. w stosowaniu wieloletniego pozbawiania wolności.

Upłynęło niemal 40 lat i znalazłem sie w czasach dzisiejszych, charakteryzujących się znacznie łagodniejszą polityką karną niż w okresie PRL-u, natomiast w podobno coraz bardziej liberalnych Stanach Zjednoczonych nic się pod tym względem nie zmieniło, w dalszym ciągu sądy amerykańskie jeśli już orzekają karę, to w nader wyrazistym wymiarze.

A tymczasem wstrząśnięci – w co nie wątpię – czytamy w “Dzienniku”:

Proces 52-letniej obecnie Lidii M. toczył się od 2006 roku z wyłączeniem jawności. O sprawie wiadomo jedynie, że polonistka wykorzystała sympatię, jaką obdarzyła ją uczennica. Wykorzystując emocjonalny szantaż i upijając piwem zmusiła dziewczynkę do uprawniania seksu. Jak wynika z wyroku, było 50 takich przypadków. Kobieta miała wykorzystywać nastolatkę w szkole, w domu i na koloniach. Sprawa wyszła na jaw tylko dlatego, że rodzice dziewczynki przeczytali jej pamiętnik.W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła nauczycielce molestowanie. Sąd zmienił jednak kwalifikację tych czynów uznając, że intymne kontakty, do których oskarżona doprowadziła podstępem, były gwałtami.
Kobieta ma odbyć karę w systemie terapeutycznym. Oznacza to, że
skazana miałaby odbywać karę w więzieniu, gdzie byłaby jednocześnie leczona.

Trzynastoletnia dziewczyna ma zdruzgotaną psychikę niemal na początku swojej drogi życiowej. Szkody jakie poniosła są niewyobrażalne. Darzyła sympatią polonistkę. A jej mentorka i prześladowczyni:

Przez najbliższe trzy lata będzie oglądać świat zza krat. A przez 10 nie będzie mogła wykonywać swojego zawodu. Taki wyrok usłyszała 52-letnia nauczycielka ze Słupska. Była polonistka została skazana za ponad 50 gwałtów na swojej 13-letniej uczennicy.

Wyjdzie prawdopodobnie po dwóch latach za wzorowe sprawowanie, a może już jest na wolności – przecież proces trwał od roku 2006, a pani od polskiego – mam taką nadzieję – siedziała w areszcie. Zrujnowała drugiemu człowiekowi całe życie (i to nie jest przesada), a wyrok brzmiał nie 10 lat więzienia i pozbawienie do końca życia praw do wykonywania zawodu, a 3 lata pozbawinia wolności i odseparowanie od zawodu na 10 lat. Tak właśnie – nie przejęzyczyłem się.California Supreme Court Holds Hearing On Gay Marriage

Przypomniałem sobie swoje młodzieńcze żale do amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. W USA ta pani dostałaby jakieś 20-30 lat. Wyszłaby u schyłku życia. Tak zadziałałaby tamtejsza spraiwdliwość – był zły człowiek, dostał wyrok i już nie ma złego człowieka. Nastoletnie uczennice nie miałyby się czego obawiać.

I to wszystko.

Ludwik Dorn – komentują: Wildstein i Ziemkiewicz

Current Affairs, Gadające głowyOctober 9, 2008 • 4~6 min read • 0

Ludwik Dorn to jeden z najinteligentniejszych polityków na dzisiejszej arenie. Nie wiem ludwik_dorn1jednak, czy właśnie polityków, czy – po prostu – intelektualistów? To już pytanie dla żądnych analizy, dla chętnych przymierzania go do katalogowego zwierciadła polityka.

Pamiętam jego nader szczupłą, nieco pochyloną nade mną (niewysokim) postać, kiedy przepuszczał mnie w drzwiach do pokoju Ośrodka Badań Społecznych NSZZ ‘Solidarność” Regionu Mazowsze, w lutym 1981 r. Przedtem krótko rozmawialismy i przedstawiłem się jako młody badacz dziejów kultury średniowiecznej, który chciałby uczestniczyć w wydarzeniach współczesnych pomagając w pracach Ośrodka. Jego usta naznaczył charakterystyczny i znany już wszystkim złośliwo-ironiczny uśmieszek i z tą miną zaprowadził mnie do Antoniego Macierewicza, zostawiając mnie w jego towarzystwie ze słowami: “On zajmuje się takimi jakimiś różnymi średniowiecznymi rzeczami”.

Na szczęście na Macierewiczu nie wywarło to wrażenia, gdyż znaliśmy się już wcześniej ze spotkań w Instytucie Historii PAN, wszak zajmował się on cywilizacjami prekolumbijskimi ludów indiańskich. To, co nastąpiło potem, to już temat na inne opowiadanie, wróćmy więc do Ludwika Dorna.

Minęło 27 lat i mogę oglądać Dorna w roli ważnego polityka teraz skłóconego ze swoim politycznym przyjacielem i pryncypałem, który ulokował go gdzieś na obrzeżach PiS-u, zawieszając w prawach członka partii. Jaki to będzie miało skutek dla partii i dla samego Dorna zobaczymy, a może już go widać – nie wiem. Czy akurat rola tej jednostki jest na tyle znacząca, że jej absencja odmieni bieg wydarzeń czy też raczej potwierdzi bardzo ludowe i niemiłe mi powiedzenie, że jednostka jest zerem.

W tej kwesti wypowiedziało się dwóch ważnych dla mnie publicystów o bardzo wyrazistych osobowościach. Oto najpierw głos Rafała Ziemkiewicza:

Rafał Ziemkiewicz – jak zwykle – w sposób dość prosty i klarowny, a nawet nieco obcesowy tłumaczy korzyści z braku Ludwika Dorna w ekipie Jarosława Kaczyńskiego, przypisują zmarginalizowanemu politykowi zamiary zetatyzowania sceny politycznej na wzór dawnego austriackiego modus vivendi dwóch głównych partii, który zburzył dopiero Heider.


Zupełnie inaczej sprawę widzi Bronisław Wildstein:


I który z nich ma rację? Bądź mądry i pisz wiersze Słuchaczu-Czytelniku. Sam zdecyduj.

[1.  A poza tym zajrzyj dla swojej i mojej przyjemności na strony:
1.  Blog moich blogów
2. KOmiksoMEDIA
3. Photo-Netart
4. Mental Express
Linki otworzą się w nowej zakładce (karcie, panelu) – łatwo więc wrócisz na tę stronę.

Zróbmy sobie Fiestę]

Wolność słowa, wolność badań naukowych itepe… .

Current Affairs, PrawoOctober 5, 2008 • 4~6 min read • 0

2912279923_1580dbf581_oMarek Safjan zamieścił w tygodniku “Newsweek” artykuł pt “Historia i paragrafy“, wyrażając zadowolenie z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzającego niekonstytucyjność zakazu pomawiania narodu o odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne i nazistowskie.

Mało kto ośmiela się podważać “święte i utrwalone” prawdy o wielkości Konstytucji 3 maja czy pisać o okrucieństwie polskich magnatów i szlachty wobec ludności żyjącej na kresach Rzeczypospolitej.

Jeszcze trudniejsza, a do niedawna nawet psychologicznie niemożliwa, jest dyskusja na temat wstydliwych i dramatycznych faktów z najnowszej historii, która rozpoczęła się 1 września 1939 r. Myślenie sienkiewiczowskie determinuje w dalszym ciągu nasz ogląd świata: poddane represji nazistowskiej i komunistycznej społeczeństwo polskie nie mogło ulegać żadnym demonom, musiało być nieskazitelne w swych cnotach.

Zapewne takie właśnie myślenie determinowało w 2006 r. twórców prawa zakazującego “publicznego pomawiania narodu polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie”. Przepis ten w istocie na nowo wytyczał w polskim prawie granice wolności wypowiedzi. Bezpośrednią inspiracją dla uchwalenia go były zapewne publikacje książek Jana Tomasza Grossa o udziale Polaków w zbrodniach popełnionych na Żydach w czasie II wojny światowej (“Sąsiedzi“) i zaraz po jej zakończeniu (“Strach”).

I dobrze, ma Profesor rację i w erudycyjnym skrócie naszkicował tło historyczne i psycho-społeczne powstania regulacji, która prędzej czy później (raczej prędzej) musiała wejść w kolizję z konstytucyjnymi przepisami, dotyczącymi wolności słowa i głoszenia w sposóbWO 858 nieskrępowany własnych opinii. I w tym rozsądnym kontekście Autor uważa za stosowne podeprzeć swój wywód stwierdzeniem – powiedzmy – empirycznym, odwołującym się do naszego doświadczenia jako świadków gorących bojów zwolenników i przeciwników dwóch publikacji. I wychodzi to tak:

Tak się też złożyło, że ci sami historycy, którzy pozytywnie oceniali książkę Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza o Lechu Wałęsie z powodu “niekwestionowanych” faktów, w odniesieniu do książek Grossa niechętnie się na nie powoływali, zarzucając autorowi subiektywizm, nadmierne uogólnienie i nieuwzględnianie kontekstu. U Gontarczyka i Cenckiewicza jednostronność i selektywność prezentacji jakoś im nie przeszkadzała.

To dość ryzykowny akapit. Opinia ta wymaga przede wszystkim uprawdopodobnienia wspomnianej jednostronności i selektywności prezentacji faktów i argumentów przytoczonych przez Cenckiewicza i Gontarczyka oraz właściwego doboru tychże przez Grossa. Jeśli tego uprawdopodobnienia brak, to i opinia Autora jest bezpodstawna. Opinia ta jest zabiegiem zestawienia sprzeczności, którym brak uzasadnienia merytorycznego, a nawet powołania się na uzasadnienia innych autorów.
A co, jeśli akurat obie pozycje zawierają właściwie selekcjonowane fakty i wzorowo dobrane argumenty, albo wręcz przeciwnie obu tym książkom brak tych cech?
Wydaje się, że zestawienie nieuzasadnionych sprzeczności, mających wesprzeć konstrukcyjnie opinię nie jest najlepszą metodą wykładania racji. Rozumiem jednak, że Profesor zamierzał w ten sposób wzmocnić swoją konkluzję, zawartą w którymś z kolejnych akapitów”

Ustawodawca nie powinien nigdy zastępować badaczy naukowych, a normatywne dekretowanie prawdy zawsze będzie się kojarzyło z totalitarną opresją.
Zakaz szkalowania narodu był nie tylko przejawem takich ciągot, wciąż – jak widać – obecnych w myśleniu niemałej części elit politycznych, w tym także ludzi, którzy niegdyś walczyli z cenzurą o wolność słowa. Bez odpowiedzi pozostawało też pytanie, co znaczy “szkalowanie narodu”. Czy pomówienie konkretnych Polaków o udział w zbrodni przeciwko Żydom lub uczestnictwo w opresji stalinowskiej wypełnia już znamiona takiego przestępstwa?

I wszystko w porządku, jak to się mówi, słuszna racja. I wiadomo o co chodzi. Ale czy trzeba dla uzasadnienia tej racji przywoływać opinie, w gruncie rzeczy politycznych adwersarzy, a nie samych uczonych, którzy zupełnie inaczej wypowiadali się w środkach masowego przekazu. (Chyba jednak rozsądniej). Oj, chyba się czepiam, ale tak mam.

Bandycki taran

Current AffairsOctober 1, 2008 • 1~2 min read • 0

Dobrze, komentujemy polską prasę i w ogóle media, ale zapominamy o sensacjach, którymi owe media nas karmią codziennie. W tym wpisie nie będę wyrażał opinii o tym zjawisku tylko je – po prostu pokażę, zresztą w sposób niedoskonały, gdzyż niejako po fakcie. Ale inaczej się nie dało, nikt bowiem nie przwidział, że właśnie w tym miejscu i o tej godzinie samochód bandytów staranuje polisyjną blokadę. Można by rzec, zupełnie jak w amerykańskim filmie, ale jednak to miało miejsce naprawdę, a więc mamy do czynienia nie z widowiskiem, ale z tragedią. I tyle.

Staff: Piotr Wojcicki (20), momorgan (11)
Pogrzeb w Archiwum:
Pogrzeb w kategoriach: